Osobiście nie mam nic przeciwko zielarstwu, ale Anabelles wyraźnie się nudziło. Lubię pierożki. To mi przyszło do głowy na myśl o tym, że następna jest lekcja gotowania. Później przypomniałam sobie, że kochany profesor Usuo ma zwyczaj odpytywania na koniec lekcji. Szybko przejrzałam notatki z całej reszty lekcji i usiadłam patrząc się w przestrzeń za szklaną ścianą. Nagle (a w każdym razie dla mnie nagle) w moim polu widzenia znalazła się różowo-czerwona czupryna. Profesor uśmiechnął się i ręką dał mi znak, bym wstała.
- Vivi, to jak, w jakiś ziemiach mandragory rosną najlepiej?
Popatrzyłam na niego i zastanowiłam się chwilę.
- W czarnoziemie.
Nauczyciel pokiwał głową na znak zgody i pozwolił mi usiąść. Ann patrzyła na mnie niezrozumiałym wzrokiem, otwierając szeroko oczy. Wzruszyłam ramionami i zagłębiłam się w lekturę podręcznika, gdy profesor chodził po szklarni, pytając przerażonych uczniów o różne wiadomości związane z zielarstwem.
W pewnym momencie nauczyciel poprosił o wstanie moją przyjaciółkę. Przełknęła głośno ślinę i stanęła na drżących nogach. Profesor Usuo przyjrzał się jej i zadał pytanie, które mi wydawał się proste, jednak Ann zrobiła się blada.
- W ile lat drzewo Klarowca staje się dorosłe?
Wszyscy wpatrzyli się w dziewczynę, oczekując liczby. Miałam ochotę odpowiedzieć za nią, ale zanim zdążyła to zrobić, ona zdążyła zrobić to za mnie.
- Pi...
- Sześć - brutalnie przerwała jej dziewczyna, która właśnie weszła do klasy. Miała bardzo długie, falowane włosy, długie nogi i wąską talię, do tego delikatne rysy i duże, niebieskie oczy. Koło dziewczyny stałą profesor Flygray.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyprowadziłam nową uczennicę tej klasy - powiedziała nauczycielka, po czym odwróciła się do całej klasy - Przedstawiam wam waszą nową koleżankę, Shannon Towers. Mam nadzieję, że przywitacie ją miło.
Kobieta skłoniła się lekko i wyszła. Shannon rozejrzała się po sali i uśmiechnęła się lekko. Jedyne wolne miejsce było koło ponuro wyglądającego chłopaka, którego nie kojarzyłam. Najwyraźniej chciała się do niego dosiąść, ale w tej samej chwili profesor Usuo oznajmił koniec lekcji. Razem z Ann ruszyłyśmy do wyjścia, ale Shannon nas zatrzymała.
- Cześć, jestem Shan. Też należę do uczniów specjalnych. Chciałabym się z wami zaprzyjaźnić - powiedziała niby miło, ale na twarzy gościł jej znudzony wyraz. Spojrzałam na Ann, ale ona tylko zacisnęła usta i nic nie powiedziała.
<Anabelles? Fajnie, fajnie ;-;>
piątek, 23 stycznia 2015
wtorek, 20 stycznia 2015
Opowiadanie jedenaste, ręką Anabelles
Obudziłam się o czwartej rano. W poniedziałek. Zerwałam się z łóżka i podeszłam do elektrycznego budzika. Podniosłam go i wpatrzyłam się tępo w godzinę. Doskonale wiedziałam, że do domu wróciłam około jedenastej w nocy, ale w sobotę. Przespałam całą niedzielę? Niemożliwe. Coś musi być na rzeczy.
Ubrałam się w luźne czarne dresy, białą koszulkę z napisem ,,Metallica", oraz conversy i wyszłam z pokoju. Jak się można było spodziewać, na korytarzach było ciemno. Tylko z jednego pokoju dochodziło światło. Poszłam w jego stronę i zrozumiałam, że to pokój nauczycielski. Przyparłam plecami do ściany, by podsłuchać rozmowę.
- ...co mamy z nimi zrobić. Mamy w szkole recydywistkę i striptizerkę, nad którymi nie mamy żadnej kontroli - rozpoznałam głos dyrektorki.
- To jest nasz błąd. Musimy załatwić im stałych opiekunów i najlepiej więcej zajęć - powiedziała profesor Night.
- Jakie zajęcia? Myślicie, że to im coś da? Nie, tu trzeba bardziej drastycznych metod... - tego głosu nie rozpoznałam, ale niewątpliwie należał do młodego mężczyzny.
- Może jeszcze powiesz, żeby je wysłać do Akademii Świetlanej Przyszłości, żeby zrobili z nich Czarne Damy? Odwaliło ci coś? - zapytała ostro profesor Night.
- Nie takim tonem, Night. Poczekajmy, może ich temperament się ustabilizuje. Jeżeli nie, to Świetlana Przyszłość będzie jedynym wyjściem.
Pozostała trójka zamruczała coś pod nosem, ale nikt nie zaprotestował. Zabrałam się stamtąd jak najszybciej, stawiając długie kroki. Patrzyłam się w podłogę szeroko otwartymi oczami. Jak przez mgłę do mojego mózgu dostawały się następne wiadomości. Świetlana Przyszłość...Nazwa niby ambitna, ale szkoła przerażająca. Wróciłam do pokoju i opadłam bez sił na krzesło. Kim są Czarne Damy? Za dużo pytań, za dużo myśli. Miałam ochotę pójść do Hazzel's, ale ten facet pewnie stwierdziłby, że moje życie jest straszne. Odgarnęłam blond włosy z twarzy i wpatrzyłam się w przestrzeń.
Godzina ósma nadeszła bardzo szybko. Obudziłam Viv, żeby poszła się umyć. Dziewczyna poszła pod prysznic, poruszając się z prędkością godną ślimaka. Ja w tym czasie poszłam do stołówki, gdzie przy stołach siedziało dużo uczniów ubranych w mundurki. Przywaliłam ręką w czoło. Zupełnie zapomniałam o przebraniu się! Wzięłam ze szwedzkiego stołu dwie kanapki z szynką i wróciłam do pokoju. Założyłam na siebie strój uszyty przez Viv i położyłam na stoiku kanapkę dla niej. Stwierdziłam, że pójdę na zajęcia pierwsza. Poszłam do głównego holu i wpatrzyłam się w tablicę z ogłoszeniami. Wisiał na niej także plan lekcji. Pierwsze mieliśmy zielarstwo. Ruszyłam do szklarni, pogryzając kanapkę.
Budynki zielarskie były duże i przestronne. Usiadłam na jednym z krzeseł ustawionych pod ścianą. Założyłam nogę na nogę i wpatrzyłam się w uczniów. Rozmawiali wesoło albo czytali coś w podręcznikach. Westchnęłam ciężko kiedy zdałam sobie z tego, że zapomniałam książek. Na szczęście Viv, która przyszła ledwie parę minut przed rozpoczęciem lekcji, przyniosła mi je. Podziękowałam jej gorąco i przejrzałam torbę. Były w niej wszystkie książki. Wyciągnęłam podręcznik do zielarstwa i odłożyłam pakunek.
Nauczyciel przyszedł równo o dziewiątej. Mężczyzna miał podkrążone oczy, różowo - czerwone włosy i intensywnie ziole oczy. Stanął przy górnej krawędzi stołu i poukładał sobie książki. Potem przeciągnął po wszystkich wzrokiem, na dłuższą chwilę zatrzymując się na mnie i Vivi. Westchnął i uśmiechnął się.
- Witajcie na zajęciach z zielarstwa. Dzisiaj zaznajomię was tylko z tym, co będziecie robić w tym roku. Otwórzcie książki na stronie piątej...
Spięłam się. To ten nauczyciel głosował za drastyczniejszymi metodami. Od tej chwili wiedziałam, że go nie lubię. Posłusznie wykonałam polecenie, ale ręce mi się trzęsły i podręcznik wypadł mi z rąk. Wymamrotałam coś i podniosłam go. Podniosłam rękę i spytałam o pójście do toalety. Profesor przyjrzał mi się uważnie, ale zgody udzielił. Wstałam i wyszłam ze szklarni, pod czujnymi spojrzeniami uczniów.
Będąc w toalecie oparłam się o umywalkę. Coś złego się ze mną dzieje, pomyślałam patrząc sobie w oczy. Nagle w lustrze zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Obróciłam się gwałtownie, ale nikogo nie było. Wybiegłam z pomieszczenia i wróciłam na lekcję. Viv siedziała i patrzyła gdzieś w połowę podręcznika, a gdy usiadłam na krześle podniosłą wzrok. Pochyliłam się nad nią.
- Kiedy koniec lekcji?
Spojrzała na zegarek.
- Jeszcze dziesięć minut.
Wzniosłam oczy do nieba. Jeszcze tyle czasu, ale na szczęście później mamy gotowanie. Wsadziłam nos w książkę i czekałam na oznajmienie końca lekcji.
<Viv?>
Nauczyciel przyszedł równo o dziewiątej. Mężczyzna miał podkrążone oczy, różowo - czerwone włosy i intensywnie ziole oczy. Stanął przy górnej krawędzi stołu i poukładał sobie książki. Potem przeciągnął po wszystkich wzrokiem, na dłuższą chwilę zatrzymując się na mnie i Vivi. Westchnął i uśmiechnął się.
- Witajcie na zajęciach z zielarstwa. Dzisiaj zaznajomię was tylko z tym, co będziecie robić w tym roku. Otwórzcie książki na stronie piątej...
Spięłam się. To ten nauczyciel głosował za drastyczniejszymi metodami. Od tej chwili wiedziałam, że go nie lubię. Posłusznie wykonałam polecenie, ale ręce mi się trzęsły i podręcznik wypadł mi z rąk. Wymamrotałam coś i podniosłam go. Podniosłam rękę i spytałam o pójście do toalety. Profesor przyjrzał mi się uważnie, ale zgody udzielił. Wstałam i wyszłam ze szklarni, pod czujnymi spojrzeniami uczniów.
Będąc w toalecie oparłam się o umywalkę. Coś złego się ze mną dzieje, pomyślałam patrząc sobie w oczy. Nagle w lustrze zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Obróciłam się gwałtownie, ale nikogo nie było. Wybiegłam z pomieszczenia i wróciłam na lekcję. Viv siedziała i patrzyła gdzieś w połowę podręcznika, a gdy usiadłam na krześle podniosłą wzrok. Pochyliłam się nad nią.
- Kiedy koniec lekcji?
Spojrzała na zegarek.
- Jeszcze dziesięć minut.
Wzniosłam oczy do nieba. Jeszcze tyle czasu, ale na szczęście później mamy gotowanie. Wsadziłam nos w książkę i czekałam na oznajmienie końca lekcji.
<Viv?>
Opowiadanie dziesiąte (taka fajna liczba), ręką Vivi
Nie wiem, co zrobiła Ann po tym, jak wyszła. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę, ale nie wiedziałam, co zrobić. Po jakimś czasie postanowiłam, że za nią pójdę. Nie zdążyłam zrobić nawet kilku kroków, a poczułam na przedramieniu rękę chłopaka, z którym wcześniej wygrałam. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i wskazał ręką na tablicę. Znowu musiałam z kimś tańczyć. To były finały. W poprzednim starciu wygrał numer 3. Była to dziewczyna o podejrzanie zielonych włosach i anorektycznej sylwetce. Jej czoło zdobiły kropelki potu. Wyglądała poważnie. Patrzyłam się na nią dość długo, by stwierdzić, że mam z nią małe szanse. Wyglądała jak Aomine Daiki po wejściu w "Zone". Jej oczy błyszczały się niezdrowo. numer 6 spojrzał na mnie pokrzepiająco, uścisnął mi ramię i uśmiechnął się.
- Powodzenia.
Popatrzyłam na niego. Uznałam, że nie mam nic do powiedzenia i poszłam na podest. Obydwie nawet nie konsultując tego ze sobą wybrałyśmy trudny. Wybór piosenki zostawiłam przeciwniczce. Nie zdążyłam przeczytać tytułu, bo już zaczęły pojawiać się strzałki w każdej możliwej kombinacji. Nie, żebym jakoś strasznie nie nadążała, ale po prostu nie mogłam się skupić. Dziewczyna poruszała nogami tak szybko, że aż tego nie widziałam. Wtedy pomyślałam, że powinnam wygrać. Tak, dla siebie.
Zaczęłam przyspieszać. Liczba na wyświetlaczu z każdym krokiem rosła. Zaczął wybrzmiewać finał. za późno pomyślałam o tym, że chcę wygrać, dlatego postarałam wycisnąć z siebie wszystko. Gdy piosenka się skończyła, obydwie ledwo stałyśmy na nogach. Obydwie patrzyłyśmy na wyniki...
Numer 3 - 3987 punktów. Numer 8 - 3988 punktów. Wygrałam jednym punktem, a to praktycznie niemożliwe. Patrzyłam się na tablicę nic nie rozumiejąc do momentu, w którym chłopak numer 6 założył mi na głowę czapkę clowna z napisem "ZWYCIĘZCA". Inna dziewczyna wręczyła mi małą statuetkę przedstawiającą dziewczynę na podeście do DDR. Ręce drżały mi ze zmęczenia, a statuetka upadła na ziemię. Była plastikowa. No cóż, nie miałam na to czasu, musiałam wracać do szkoły. Szybko wyszłam, ale stanęłam przy oknie w sali fitness'owej. Wiedziałam, że nie wolno mi tego robić, ale byłam zbyt zmęczona. Uruchomiłam Tryb Maga, wybiłam łańcuchami szybę i skoczyłam.
Gdy leciałam, wiatr mierzwił moje krótkie włosy. Zaczęłam się histerycznie śmiać. Wydłużyłam łańcuchy na rękach i zaczęłam udawać Spiderman'a. Skakałam z jednego budynku a drugi mając kompletnie gdzieś to, że ludzie mnie widzą. Cały czas chichocząc wskoczyłam na jeden z mniejszych budynków i pobiegłam po nim. Zeskoczyłam na ziemię i rozłożyłam ręce. Tak dawno nie byłam na zewnątrz! Tak dawno nie byłam wolna! Zawisłam na lampie ulicznej i odchyliłam głowę do tyłu.
Kątem oka zobaczyłam jakąś osobę stojącą pod lampą. Przekręciłam się i skoczyłam.
- Nie powinnaś wracać do domu? - spytał mężczyzna w dużym kapturze. - Dużo złych rzeczy dzieje się, gdy takie dziewczynki jak ty chodzą po nocy...
Zaczął się do mnie zbliżać. Uśmiechnęłam się krzywo i mocniej ścisnęłam łańcuchy w rękach. Machnęłam nimi i przewróciłam mężczyznę. Usiadłam na nim okrakiem i nachyliłam delikatnie. Jego oczy wyrażały przerażenie, gdy kaptur opadł.
- Zapomnisz. - szepnęłam.
Złapałam go za szyję i rzuciłam o ścianę najbliższego budynku. Krew polała się po jego czole. Nie wiedziałam, czy był martwy, czy nie. Nie interesowało mnie to. Wróciłam do szkoły lekkim truchtem. Nieco bałam się wejść do szkoły centralnymi drzwiami po północy, więc weszłam do pokoju oknem i wyłączyłam Tryb Maga dopiero tam. Spojrzałam na swoje ręce mętnie. Mimowolnie weszłam do łazienki i umyłam ręce. Później byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko w ubraniach.
<Anabelles?>
- Powodzenia.
Popatrzyłam na niego. Uznałam, że nie mam nic do powiedzenia i poszłam na podest. Obydwie nawet nie konsultując tego ze sobą wybrałyśmy trudny. Wybór piosenki zostawiłam przeciwniczce. Nie zdążyłam przeczytać tytułu, bo już zaczęły pojawiać się strzałki w każdej możliwej kombinacji. Nie, żebym jakoś strasznie nie nadążała, ale po prostu nie mogłam się skupić. Dziewczyna poruszała nogami tak szybko, że aż tego nie widziałam. Wtedy pomyślałam, że powinnam wygrać. Tak, dla siebie.
Zaczęłam przyspieszać. Liczba na wyświetlaczu z każdym krokiem rosła. Zaczął wybrzmiewać finał. za późno pomyślałam o tym, że chcę wygrać, dlatego postarałam wycisnąć z siebie wszystko. Gdy piosenka się skończyła, obydwie ledwo stałyśmy na nogach. Obydwie patrzyłyśmy na wyniki...
Numer 3 - 3987 punktów. Numer 8 - 3988 punktów. Wygrałam jednym punktem, a to praktycznie niemożliwe. Patrzyłam się na tablicę nic nie rozumiejąc do momentu, w którym chłopak numer 6 założył mi na głowę czapkę clowna z napisem "ZWYCIĘZCA". Inna dziewczyna wręczyła mi małą statuetkę przedstawiającą dziewczynę na podeście do DDR. Ręce drżały mi ze zmęczenia, a statuetka upadła na ziemię. Była plastikowa. No cóż, nie miałam na to czasu, musiałam wracać do szkoły. Szybko wyszłam, ale stanęłam przy oknie w sali fitness'owej. Wiedziałam, że nie wolno mi tego robić, ale byłam zbyt zmęczona. Uruchomiłam Tryb Maga, wybiłam łańcuchami szybę i skoczyłam.
Gdy leciałam, wiatr mierzwił moje krótkie włosy. Zaczęłam się histerycznie śmiać. Wydłużyłam łańcuchy na rękach i zaczęłam udawać Spiderman'a. Skakałam z jednego budynku a drugi mając kompletnie gdzieś to, że ludzie mnie widzą. Cały czas chichocząc wskoczyłam na jeden z mniejszych budynków i pobiegłam po nim. Zeskoczyłam na ziemię i rozłożyłam ręce. Tak dawno nie byłam na zewnątrz! Tak dawno nie byłam wolna! Zawisłam na lampie ulicznej i odchyliłam głowę do tyłu.
Kątem oka zobaczyłam jakąś osobę stojącą pod lampą. Przekręciłam się i skoczyłam.
- Nie powinnaś wracać do domu? - spytał mężczyzna w dużym kapturze. - Dużo złych rzeczy dzieje się, gdy takie dziewczynki jak ty chodzą po nocy...
Zaczął się do mnie zbliżać. Uśmiechnęłam się krzywo i mocniej ścisnęłam łańcuchy w rękach. Machnęłam nimi i przewróciłam mężczyznę. Usiadłam na nim okrakiem i nachyliłam delikatnie. Jego oczy wyrażały przerażenie, gdy kaptur opadł.
- Zapomnisz. - szepnęłam.
Złapałam go za szyję i rzuciłam o ścianę najbliższego budynku. Krew polała się po jego czole. Nie wiedziałam, czy był martwy, czy nie. Nie interesowało mnie to. Wróciłam do szkoły lekkim truchtem. Nieco bałam się wejść do szkoły centralnymi drzwiami po północy, więc weszłam do pokoju oknem i wyłączyłam Tryb Maga dopiero tam. Spojrzałam na swoje ręce mętnie. Mimowolnie weszłam do łazienki i umyłam ręce. Później byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko w ubraniach.
<Anabelles?>
Nowy uczeń!
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Opowiadanie dziewiąte, ręką Anabelles
Viv stanęła na podeście z tym chłopakiem. Trochę zdziwiło mnie to, że wybrali poziom trudny. Byłam bardzo ciekawa, jak pójdzie przyjaciółce. Pierwsze nuty piosenki ,,Overmaster" wydobyły się z głośników.
Góra, bok, dół, góra...Nie miałam pojęcia co dzieje się na ekranie, a także jak zmulona Viv tak szybko się porusza. Jej przeciwnikowi także szło doskonale. Wyglądali jakby ćwiczyli mnóstwo czasu, tańcząc dokładnie w takim samym tempie i rytmie. Poczułam ukłucie zazdrości, ale szybko zdusiłam je. Pod koniec piosenki oboje dyszeli i patrzyli uważnie na ekran. Moja przyjaciółka wygrała trzystoma punktami. Przyjrzałam się chłopakowi, ale nie zauważyłam w nim nic specjalnego. Następne miałyśmy się zmierzyć my, 7 i 8. Vivi stałą się jakby trochę żywsza, więc stwierdziłam, że będzie trudnym przeciwnikiem. Zamknęłam oczy i uniosłam ręce w górę, po czym opuściłam je powoli, wypuszczając z ust powietrze. W oczach pozostał mi już tylko upór.
Miałyśmy tańczyć ,,Applause" Lady Gagi. Ucieszyłam się, bo całkiem lubiłam tą piosenkę. Weszłam na podest, czując obecność Viv obok siebie. Dziewczyna chciała wybrać poziom normalny, ale złapałam ją za rękę i skierowałam jej dłoń na trudny. Uniosła brwi, ale nic nie powiedziała.
Zaczęło się bardzo ciężko, ale z tego co zauważyłam, to tylko dla mnie. Z upływem piosenki stawałam się coraz bardziej wściekła. W pewnym momencie przestałam panować nad sobą. Po moich nogach przepłynęła fala energii. Zaczęłam poruszać się coraz szybciej. Nagle zaczęłam zbierać coraz więcej punktów, a po sali przebiegł szmer. Jeszcze tylko chwila, tak niedaleko do zwycięstwa...Muzyka urwała się, a ja straciłam moją moc. Padłam na kolana, skrajnie wyczerpana. Po moich policzkach spłynęły łzy. Jestem beznadziejna, pomyślałam zrezygnowana. Viv patrzyła na mnie, z ręką na jakimś przycisku. Najwyraźniej też zauważyła, że tracę kontrolę. Wstałam chwiejnie i wyszłam za drzwi pokoju, kątem oka zauważając czerwone pole nad moim numerem. Przegrałam.
Wlokłam się ciemną ulicą, ruszając wolno nogami. Stopy unosiłam ledwie nad ziemię, mijając szare budynki gdzieniegdzie pokryte jasnymi neonami. Z barów dochodziły mnie śmiechy i rozmowy, a także głośna muzyka. Po chwili marszu moją uwagę przykuł jeden z klubów. Nie wyglądaj jak burdele, które dotychczas mijałam. Odczytałam jego nazwę na neonie. Hazzel's. Weszłam do niego i zobaczyłam kobietę w ładnej, obcisłej sukience stojącą za kontuarem. Spojrzała na mój strój i zacmokała. Zamknęłam ciężkie, drewniane drzwi za sobą i podeszłam do blatu.
- Ile kosztuje wejściówka? - spytałam, trzymając ręce za plecami.
- Trzydzieści Auro.
Nawet nie tak źle. Wyjęłam banknot z kieszeni i wsadziłam go w wyciągniętą rękę kobiety. Przyjęła pieniądze, ale gdy chciałam odejść zatrzymała mnie.
- W czymś takim nie wejdziesz. Za mną jest szatnia. Możesz się tam przebrać, jak masz w co, a jakby co to możesz wypożyczyć sukienkę za dodatkowe pięć Auro.
Skrzywiłam się, ale weszłam do pomieszczenia. Gdy zobaczyłam stroje, które można wypożyczyć, to nie mogłam powstrzymać parsknięcia. Tak obcisłych miniów to świat jeszcze nie widział. Miałam wątpliwości co do tego czy zakryją mi majtki. Przyciśnięta do muru zdecydowałam się zrobić coś głupiego. Wezbrałam w sobie energię i aktywowałam tryb maga.
Tym razem na mój strój składała się różowa spódniczka mini, biała kurtka i czarny top, oraz wysokie botki z czarnej skóry. Uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z szatni. Wzrok recepcjonistki przebiegł po mnie i moim stroju. Wprost usłyszałam, jak rozdziawia usta ze zdziwienia.
Weszłam do głównej sali, akurat na początek piosenki Animals. Muzyka wprost grzmiała w moich uszach, a ludzie skakali w jej rytmie. Rozglądnęłam się, ale było za ciemno, bym mogła zobaczyć cokolwiek oprócz podświetlonego baru i sceny, na której tańczył jakiś facet. Ruszyłam w stronę baru, kiwając głową. Usiadłam na wysokim stołku, po czym spojrzałam na menu. Spodobało mi się Teqiuni, więc odczekałam, aż podejdzie do mnie barman. Podałam mu nazwę drinku, a on poprosił o dowód osobisty. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dokument z kieszeni. Jak dobrze, że jestem magiem. Przelotnie spojrzał na niego i po chwili przyniósł mi kieliszek z napojem. Pociągnęłam łyk. Okazał się dobry, chociaż trochę zbyt słodki. Sącząc napój, przyglądałam się tłumowi. Światła błyskały, muzyka dudniła. Podobało mi się to. A przede wszystkim to, że nie było tu Viv.
Ktoś podszedł do mnie. Mężczyzna przysiadł się na stołeczku obok i przybliżył twarz do mojego ucha.
- Mnie nie oszukasz - powiedział. Obróciłam głowę, a moje usta znalazły się niebezpiecznie blisko jego. Uniosłam kącik ust.
- Co mam zrobić, żebyś mnie nie wydał, tajemniczy nieznajomy? - zapytałam śmiało. On także się uśmiechnął i wstał.
- Jeden taniec. Ale tak, żeby wszyscy cię zobaczyli.
Pokiwałam głową. Pomógł mi wstać, a z głośników właśnie popłynął ,,Applause". Tym razem nie przegram, obiecałam sobie. Podest dla głównego tańczącego akurat stał pusty, weszłam więc na niego. Zaczęłam tańczyć, ale tym razem dziko i nieokiełznanie. Wykonywałam taniec brzucha, freestyle, dosłownie co się da. Ludzie krzyczeli i dopingowali mnie. Śmiałam się, a w głowie mi szumiało z podniecenia, a także częściowo przez drinka. Poczułam się wolna, jakby magia uśpiła moją ostrożność i kontrolę nad sobą.
Piosenka się skończyła, a ja zeszłam z podwyższenia w wiwatach i gwizdach. Podeszłam do mężczyzny, który stał pod ścianą, bacznie mi się przyglądając. Złapałam się pod boki.
- Nie mam pojęcia, jakiej magii użyłeś, ale dzięki. To mi pomogło.
- To raczej ja ci powinienem podziękować. To, co tam odwaliłaś, było godne nie jednaj striptizerki.
Popatrzyłam na niego urażona.
- No, w każdym razie niedługo przybędzie tu jeden z twoich nauczycieli. Lepiej szybciutko uciekaj, mała myszko. Jak znowu będzie ci źle, to zawsze znajdziesz mnie tutaj.
Skinęłam głową. Jednakże to ja musiałam mieć ostatnie słowo.
- No chyba, że to ty wezwiesz mnie pierwszy.
Odeszłam dumnym krokiem, kręcąc biodrami i do ostatniej chwili czując na sobie jego wzrok.
Wyszłam z klubu. Recepcjonistka nawet nie zwróciła na mnie uwagi, ale ja pomachałam jej samymi palcami. Za drzwiami czekał na mnie mrok nocy, ale słyszałam szybko przybliżające się głosy. Ruszyłam ulicą, a w pewnym momencie wpadłam w jakiś zaułek i przykleiłam się do ściany. Parę sekund później usłyszałam trzask drzwi. Zachichotałam, po czym udałam się do szkoły. Podczas spaceru parę razu sprawdzałam, czy nikt za mną nie idzie, ale nikogo nie poczułam. Droga przebiegła mi spokojnie.
Weszłam do pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko. Wyłączyłam tryb maga. Wiedziałam, że śmierdzę po biegu, ale w tym momencie mnie to nie obchodziło. Roześmiałam się. Z tą nocą było coś nie tak. Byłam zbyt...szczęśliwa.
W końcu zwlokłam się z łóżka i poszłam się umyć. Woda spływała po moim ciele, razem z całym syfem tego dnia. Po prysznicu czułam się znacznie lepiej, ochłonęłam po całym dniu. Wychodząc z łazienki byłam skrajnie wyczerpana, więc od razu poszłam spać. Gdy się kładłam, w pokoju nie było Viv, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi. Nie chciało mi się nią przejmować.
<Viv? Sorry, że tak bardzo nie było ciebie w tym opowiadaniu ;-;>
Nowa uczennica!
Mimo, że zapewne już nas znacie, to się przy okazji przedstawimy - Jesteśmy adminkami - Vivi i Anabelles, dla przyjaciół Viv i Ann. A oto...
Opowiadanie ósme, ręką Vivi
Nie miałam pojęcia, co robić. Pięć minut to strasznie dużo czasu, a ja zazwyczaj nie mam pomysłu, jak taki czas spożytkować. Anabelles szybko się wczuła i zaczęła rozmawiać z innymi ludźmi. Z tego, co usłyszałam, poza nami brało udział jeszcze 5 innych osób, a żeby zostać oficjalnym uczestnikiem konkursu trzeba się zarejestrować u osoby stojącej pod drzwiami do sali. Ann podeszła i streściła mi całą rozmowę, pomijając niektóre szczegóły, które i tak słyszałam. Złapała mnie za rękę i pociągnęła do drzwi i zaczęła rozmawiać z kobietą w formalnym stroju.
- Obydwie bierzecie udział? - spytała znudzonym tonem.
- Mhm! - odpowiedziała Ann za nas obydwie.
Kobieta pokiwała głową i wyrwała z dużego zeszytu, który trzymała dwie kartki. Anabelles otrzymała numerek 7, a mi chciała dać 8. Popatrzyłam się na niego przez chwilę.
- No, weź to. - powiedziała.
W milczeniu przyjęłam kartkę z numerem. Spojrzałam w górę i zobaczyłam dużą tablicę, na której wyświetlało się aktualnie "0 - 0". Zapewne miała po prostu wskazywać, kto się ze sobą zmierzy. Szybko straciłam zainteresowanie tablicą i spojrzałam na swój numerek, a później na Ann.
- Na co czekasz? - spytała. - Zaraz się zacznie!
Miała rację. Spojrzałam na siebie i zorientowałam się, dlaczego ludzie na nas patrzyli, gdy weszłyśmy. Koszula i dres raczej do siebie nie pasują. Ale moja podświadomość powiedziała mi dzisiaj rano, że mam konkurs, więc bez wahania zdjęłam koszulę. Dziecię Słońce spojrzało się na mnie próbując powstrzymać przed rozbieraniem się w miejscu publicznym, ale zaraz odetchnęło z ulgą. Pod koszulą miałam czarny top do tańca. Zgrabnym ruchem rąk przypięłam sobie kartkę do pleców. Akurat pięć minut minęło i rozpoczął się konkurs.
Pierwsze startowały numery 5 i 7, dzięki czemu miałam okazję poznać umiejętności swojej przyjaciółki. Jej przeciwniczką była dziewczyna nieco młodsza od nas, którą miałam okazję poznać w zeszłym roku na innym konkursie. Była dobra. Ciekawiło mnie, jak sobie poradzi moja współlokatorka. Usiadłam na parapecie i patrzyłam na dziewczyny.
Ustawiły poziom trudności na normalny. Za zgodą obydwóch stron mogły ustawić trudny, ale najwyraźniej nie zrobiły tego. Jako piosenkę wybrały "levan polkę". Obydwie mogłyby ją wybrać, to po prostu takie osoby. Zaczęły tańczyć. Góra, góra, lewo, dół, góra i dół... Kocham to.
Trzy minuty później obydwie uczestniczki zawodów z błyszczącymi oczami patrzyły się na wyniki. Gracz 5 - 3762 punkty. Gracz 7 - 3894 punkty. To bardzo mała przewaga, ale Anabelles wygrała. Publiczność zaczęła klaskać, a Ann zeszła z podestu cała w skowronkach. Podbiegła do mnie i wyciągnęła rękę, jakby chciała przybić mi piątkę. Jakieś pół minuty później okazało się, że faktycznie chciała to zrobić, więc również wyciągnęłam rękę. Przybiłyśmy to dziwne coś. Następne numery były równie dobre. Walczyło ze sobą 1 i 3, a później 2 i 4. Wygrało 3 i 2. Potem miałam tańczyć ja z jakimś chłopcem o buńczucznym wyrazie twarzy. Wstałam i poszłam na podest.
- Vivi! Dasz radę! - krzyknęła Ann przykładając rękę do ust.
Podniosłam rękę w geście potwierdzenia i przytaknęłam cicho. Spojrzałam na chłopaka i zgodnie kiwnęliśmy głową. Tupnęliśmy nogami i zmieniliśmy poziom na "trudny". Byliśmy jedyną parą, która to zrobiła. Wybraliśmy piosenkę "Overmaster". Nastała cisza i mieliśmy zacząć tańczyć.
<Anabelles? Jak mi poszło? xD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)


~