W drodze na lekcję przywództwa wpadłam na Vivi, która w trybie maga biegła gdzieś. Chciała mnie ominąć, ale wystawiłam rękę, by ją powstrzymać. Dziewczyna zatrzymała się momentalnie i spojrzała na mnie jak na wygłodniałe zwierzę. Spojrzałam jej w oczy z pogardą.
- Przepuść mnie, głupia - syknęła przez zaciśnięte zęby. Uśmiechnęłam się z wyższością.
- A dlaczego niby miałabym to zrobić? Zapewne chcesz znów coś zniszczyć - odparłam.
- Idiotka - warknęła, odpychając moją rękę - O niczym nie masz pojęcia, a i tak się wypowiadasz. Za twoimi plecami toczy się wojna, a ty i tak po prostu idziesz na przywództwo. Aż żal z tobą rozmawiać.
Odbiegła, zostawiając mnie oniemiałą na środku korytarza. O czym ona mówi?
Stwierdziłam, że muszę ją śledzić. Szybko aktywowałam tryb maga i podreptałam cicho za dziewczyną. Mój łuk trzymałam w dłoni, koło nogi miałam przywieszony bat. Nałożyłam na siebie powłokę niewidzialności, by zmniejszyć ryzyko wykrycia przez kogoś. Ostrożność jest najważniejsza, pomyślałam.
Vivi zniknęłaby mi z oczu, gdyż poruszała się naprawdę szybko, ale nie była tak ostrożna jak ja i niedługo znalazł ją profesor Usuo. Zatrzymał ją na chwilę, ale ona szybko streściła mu całą historię i uzyskała kolejnego sojusznika w swych zamierzeniach. Zobaczyłam także innych nauczycieli wychodzących z klasy i zaciekawione twarze uczniów wyglądające zza ich pleców. Nadal niezauważona, pomknęłam cicho za odbiegającą parę profesora i Vivi.
Wyszli na trawnik przed szkołą. Dyrektorka siedziała na ziemi w swoim trybie maga, który był zaskakująco podobny do jej zwykłego wyglądu, może oprócz jaskrawych kolorów ubrania i śmiesznej czapki w kształcie ogórka. W oddali majaczyła nam grupka osób w czarnych płaszczach i wyróżniająca się szata szpitalna. Vivi krzyknęła i popędziła za nimi, a ja milcząco skierowałam się w stronę pola walki pod oknem sali pielęgniarki.
Ktoś wrzeszczał do kogoś innego, szarpali się, migały czarny i inne, pastelowe kolory. A to wszystko na dwudziestu metrach kwadratowych.
Zauważyłam profesor Flygray stojącą niedaleko, stojącą nieruchomo, wpatrzoną z uporem w jednego z wojowników czarnych płaszczy. Nie zauważyłam twarzy tego drugiego, ale widziałam spięcie wszystkich jego mięśni. Niewątpliwie staczali bitwę umysłową.
Niedługo do ogólnego harmideru dołączył się profesor Usuo, jakby zapominając o dziewczynie, która pobiegła za uciekającą grupą ludzi. Stwierdziłam, że dobrze sobie tutaj radzą i udam się za Vivi, jednakże zaraz po odwróceniu się potknęłam się o leżące na ziemi ciało. Kobieta miała twarz zasłoniętą ciężkim kapturem i oddychała ciężko. Obok niej kucał jakiś mężczyzna, szepcząc jakieś słowa, które prawdopodobnie były zaklęciami leczącymi. Nie przejęłabym się nimi zbytnio, gdyby nie to, że cała moja niewidzialność poszła w łeb. Pięknie poleciałam na zakrwawioną trawę i wręcz filmowo zaryłam zębami w ziemię. Leczący popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami i wyjął zza pasa nóż, ale słaba kobieta złapała go z nogawkę i wymamrotała coś. W tym czasie ja wstałam i uciekłam.
Ciężarówka wojskowego wyglądu właśnie odjeżdżała z podjazdu. Coś działo się w środku, ale nie mogłam tego widzieć, gdyż zielony dach ze sztucznego materiału zasłaniał mi widok. Szybko złapałam bicz w rękę i skoczyłam.
Rzuciłam nim w stronę jednego z prętów. Owinął się wokół niego, a ja się podciągnęłam, chwilę potem znajdując się na pokładzie ciężarówki. W środku toczyła się walka między czarnymi płaszczami a Vivi. Odpierała ich ataki, usiłując dostać się po cicho pochlipującej na ławie Anabelles. Uniosłam lekko brew, ale nie mogłam zbyt długo pozostać w bezczynności, bo czarny płaszcz rzucił się na mnie ze stalową, błyszczącą siekierą. Zrobiłam unik i zadałam mu szybkie cięcie nożem w nogę. Krzyknął cicho i opadł na kolano drugiej nogi. Wyczułam za sobą obecność następnych przeciwników, ale nie mogłam się nawet obrócić, by ich zobaczyć, gdyż poczułam lekkie ukłucie w rękę strzałką usypiającą. Wyciągnęłam ją szybko, ale część płynu zdążyła już dostać się do mojego krwiobiegu. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i padłam na podłogę powozu.
<Viv? Masz wolną rękę>
Wyszli na trawnik przed szkołą. Dyrektorka siedziała na ziemi w swoim trybie maga, który był zaskakująco podobny do jej zwykłego wyglądu, może oprócz jaskrawych kolorów ubrania i śmiesznej czapki w kształcie ogórka. W oddali majaczyła nam grupka osób w czarnych płaszczach i wyróżniająca się szata szpitalna. Vivi krzyknęła i popędziła za nimi, a ja milcząco skierowałam się w stronę pola walki pod oknem sali pielęgniarki.
Ktoś wrzeszczał do kogoś innego, szarpali się, migały czarny i inne, pastelowe kolory. A to wszystko na dwudziestu metrach kwadratowych.
Zauważyłam profesor Flygray stojącą niedaleko, stojącą nieruchomo, wpatrzoną z uporem w jednego z wojowników czarnych płaszczy. Nie zauważyłam twarzy tego drugiego, ale widziałam spięcie wszystkich jego mięśni. Niewątpliwie staczali bitwę umysłową.
Niedługo do ogólnego harmideru dołączył się profesor Usuo, jakby zapominając o dziewczynie, która pobiegła za uciekającą grupą ludzi. Stwierdziłam, że dobrze sobie tutaj radzą i udam się za Vivi, jednakże zaraz po odwróceniu się potknęłam się o leżące na ziemi ciało. Kobieta miała twarz zasłoniętą ciężkim kapturem i oddychała ciężko. Obok niej kucał jakiś mężczyzna, szepcząc jakieś słowa, które prawdopodobnie były zaklęciami leczącymi. Nie przejęłabym się nimi zbytnio, gdyby nie to, że cała moja niewidzialność poszła w łeb. Pięknie poleciałam na zakrwawioną trawę i wręcz filmowo zaryłam zębami w ziemię. Leczący popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami i wyjął zza pasa nóż, ale słaba kobieta złapała go z nogawkę i wymamrotała coś. W tym czasie ja wstałam i uciekłam.
Ciężarówka wojskowego wyglądu właśnie odjeżdżała z podjazdu. Coś działo się w środku, ale nie mogłam tego widzieć, gdyż zielony dach ze sztucznego materiału zasłaniał mi widok. Szybko złapałam bicz w rękę i skoczyłam.
Rzuciłam nim w stronę jednego z prętów. Owinął się wokół niego, a ja się podciągnęłam, chwilę potem znajdując się na pokładzie ciężarówki. W środku toczyła się walka między czarnymi płaszczami a Vivi. Odpierała ich ataki, usiłując dostać się po cicho pochlipującej na ławie Anabelles. Uniosłam lekko brew, ale nie mogłam zbyt długo pozostać w bezczynności, bo czarny płaszcz rzucił się na mnie ze stalową, błyszczącą siekierą. Zrobiłam unik i zadałam mu szybkie cięcie nożem w nogę. Krzyknął cicho i opadł na kolano drugiej nogi. Wyczułam za sobą obecność następnych przeciwników, ale nie mogłam się nawet obrócić, by ich zobaczyć, gdyż poczułam lekkie ukłucie w rękę strzałką usypiającą. Wyciągnęłam ją szybko, ale część płynu zdążyła już dostać się do mojego krwiobiegu. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i padłam na podłogę powozu.
<Viv? Masz wolną rękę>