piątek, 2 stycznia 2015

Opowiadanie drugie ręką Vivi (CD Anabelles)

  - Szczerze mówiąc, to zazwyczaj spędzam czas tutaj. - powiedziałam pociągając kolejny łyk kawy z automatu. Nie była pyszna, ale dało się znieść. Ledwo.
  - Nigdy nie byłaś na żadnej potańcówce? - spytała z miną pobitego szczenięcia.
  - Nie miałam okazji. Wolę siedzieć w pokoju.
  - Właśnie! Nie byłam u Ciebie w pokoju! Gdzie jest?
  - Mam pokój obok Ciebie, aczkolwiek jest dokładnie taki sam jak Twój. - stwierdziłam.
   Poniekąd było to kłamstwem. Zamieszkałam tutaj na stałe jakiś czas temu, więc zdążyłam nasprowadzać tam mnóstwo rzeczy. Głównie gadżetów mangowych i książek dotyczących słodyczy i kawy. No i, nie chciałam, żeby weszła mi do pokoju. Nie wiem dlaczego.
  - No bez przesady, to raczej niemożliwe. Każdy pokój wygląda inaczej! - uśmiechnęła się i przylgnęła do mojego ramienia.
   Stałyśmy tak przez chwilę, bo nie zrozumiałam, o co jej chodzi. Później przypomniałam sobie, że miałyśmy się zapytać Cassandry o poziom magiczny, z którym kończy się szkołę. Zaczęłam więc iść z Anabelles uwieszoną na ręce.
   Droga do gabinetu dyrektorki była dość prosta. Przechodziło się koło pokoi mieszkalnych, szło schodami na górę i skręcało w lewo do trzecich drzwi od prawej. Kłopoty zaczęły się na pierwszym wymienionym podpunkcie. Przechodziłyśmy koło pokoju numer 19, który okupowałam od kilku lat, aż poczułam mocny nacisk na rękę, którą zajmowała Ann.
  - Odwiedzimy Twój pokój! - zawołała z bananem na twarzy.
   Uderzyłyśmy o zamknięte drzwi, a na wpół jeszcze wypełniony kubek z kawą wylał mi się prosto na mundurek. Obydwie upadłyśmy na ziemię. Anabelles spojrzała na mnie, po czym odsunęła się na odległość dwóch stóp.
  - Przepraszam! Naprawdę przepraszam! Nie chciałam! - powiedziała przykładając czoło do podłogi.
   Patrzyłam się na nią tylko, bo niezbyt ogarnęłam sytuację. Często mi się to zdarza.
   Spojrzałam na swoją kamizelkę i zauważyłam wsiąkającą już w granatowy materiał ciemną plamę. Potem poczułam ciepło i zorientowałam się, że kawa mi się wylała. Spojrzałam ponownie na dziewczynę. Twarz znowu jej się śmiała. Właściwie, to ona cała się śmiała.
  - Dopiero się zorientowałaś? - spytała między salwami serdecznego śmiechu. - Naprawdę nie jesteś kumata...
   W tej chwili zorientowała się, co powiedziała i spuściła wzrok. Ja zrobiłam dokładnie to samo. Łzy stanęły mi w oczach. Wróciły wspomnienia. Mama mówiąca dokładnie te same słowa powalana przez tłum ludzi...
   Przez wizję przebiły się dwa głosy. Jeden niedawno poznany, czyli Anabelles. Chyba pytała, czy nic mi nie jest. Ale to ten drugi wyrwał mnie z pół-snu. Podniosłam głowę i ujrzałam przed sobą Cassandrę, dyrektorkę naszej szkoły. Rozpłakałam się do reszty i przytuliłam się do niej. Wbiłam paznokcie w lewy nadgarstek.
  - Już, spokojnie... - powiedziała profesorka łagodnie. - Ty jesteś Anabelles, tak? Vivi chyba zdążyła pokazać Ci Twój pokój, więc bardzo proszę, poczekaj w nim chwilę.
   W ostatnim przebłysku świadomości zobaczyłam twarz Anabelles, która nie wyrażała chęci zostania w swoim pokoju. Potem poczułam dotyk ręki Cassandry na czole i usnęłam.
<Anabelles?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz