piątek, 2 stycznia 2015

Opowiadanie trzecie, ręką Anabelles

   Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się, że Vivi padnie po przywaleniu nią o drzwi, ale ja też nie byłam bez winy. Spodziewałam się, że wyłamie drzwi samym ciężarem swojego ciała? Co we mnie na Szatańskie płomienie wstąpiło?
   Zostawiłam dziewczynę pod opieką jej opiekunki i pobiegłam przed siebie korytarzem. Wypadłam na zewnątrz trzymając rękę na ustach. Padłam na śnieg i łzy popłynęły wartkim strumieniem z moich oczu. Nagle zaczęło mi się wydawać, że krwawię. Przetarłam powieki, a na moim ramieniu została długa, czerwona smuga. Zaczęłam się cofać. To zwidy? Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje, aż wszystko ustąpiło. Poczułam dziką, nieokiełznaną moc wędrująca moimi członkami, od stóp do głowy. Wzrok mi się przejaśnił, zyskując wiele szczegółów. Popatrzyłam na mój strój, który zmienił się na krótki top w paski, oraz białą bluzę. Do tego miałam na sobie ciemnoróżową minispódniczkę w kratkę, białe zakolanówki i różowe buty na koturnie. Czułam się świetnie i dobrze wiedziałam, co się stało. W jakoś sposób aktywowałam tryb maga.
   Wstałam i pewnym krokiem ruszyłam w stronę wejścia. To nie byłam ja, jakby lepsza część mnie przejęła nade mną kontrolę. Pchnęłam drzwi z buta i weszłam do środka jak lord. Byłam niebezpieczna i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Wyciągnęłam ręce przed siebie i zapłonął w nich różowy ogień. Uśmiechnęłam się złośliwie. Wpadł mi do głowy pewien pomysł.
   Obcasy moich butów stukały na lśniącej podłodze. W szkole było ciepło, więc zdjęłam bluzę. Na zewnątrz było już zupełnie ciemno, a przez wysokie weneckie okna widać było tylko śnieżycę. Idealna sceneria na takie... wydarzenie. Poszłam do pokoju Vivi, a gdy otworzyłam drzwi z rozmachem, zobaczyłam siedzącą przy jej łóżku dyrektorkę. Zaśmiałam się pogardliwie i jednym ruchem ręki uwięziłam ją w twardej jak skała powłoce z gumy balonowej. Wzięłam nieprzytomną dziewczynę za ramiona i powlokłam na zewnątrz. Zamierzałam jeszcze bardziej splamić ją...i moje nazwisko. W końcu śmierć spod kubka z kawą nie jest taka zła, co nie?
   Zawlokłam Vivi do kawiarni i posadziłam na krześle. Zamówiłam z automatu kubek z kawą, ale kiedy wyciągnęłam po niego rękę, był ledwo ciepły. Skrzywiłam się i użyłam mocy gwiazdy, by ją podgrzać. Zamieniłam ją we wrzątek. Zamawiałam napój aż na stoliczku przede mną nie stało piętnaście pełnych kubków. Wtedy się ocknęła.
   Nie miałam pojęcia, co się stało. Dziewczyna w jednaj sekundzie znalazła się przede mną, ściskając w dłoniach łańcuchy przyczepione do czegoś jakby bransoletek na nadgarstkach. Widziałam, że też jest w trybie maga. Spróbowała związać mnie nimi, ale odskoczyłam na parę metrów. Miałam idealną kontrolę nad moimi członkami. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do dziewczyny. Złapałam ją za rękę i wyciągnęłam na zewnątrz. Mróz szczypał nasze twarze. Pochyliłam się i kosztem paru metrów kwadratowych śniegu zyskałam odtwarzacz muzyki. Vivi patrzyła na mnie tylko nierozumiejącym wzrokiem. Puściłam z niej płytę z Leaf Hero i jakąś bitewną. Bo czemu by się walką nie pobawić? Wskazałam dziewczynie miejsce po drugiej stronie pola walki, za które uważałam odśnieżoną część. Wzniosłam w powietrze parę światełek, które wyczarowałam i uśmiechnęłam się. Wszystkie alarmy krzyczały, że jestem idiotką, ale uciszyłam je gniewnie. To przecież tylko zabawa! I tak ją zabiję. Dziewczyna zajęła pozycję i zamachnęła się łańcuchami. Wywołałam w dłoniach moją broń, różowy płomień. Wzniosłam ręce, a ona łańcuchy. Walka się rozpoczęła.
   Rzuciłam w nią ogniem. Uchyliła się i rzuciła we mną łańcuchami. Zawiązały się wokół mojej kostki. Przyciągnęła mnie do siebie i zdziwiła się, gdy zobaczyła uśmiech rozświetlający moją twarz. Przypaliłam jej włosy. Krzyknęła i dała mi po twarzy ciężkim łańcuchem. Skrzywiłam się i uwolniłam nogę. Odskoczyłam na drugi koniec pola. Nauczyciele wybiegli przez drzwi wejściowe, ale postawiłam barierę wokół nas. Podbiegłam do Vivi, ale była gotowa. Zawiązała łańcuch wokół mojej talii i z całej siły pchnęła w ziemię. Całe powietrze uciekło z moich płuc, a w oczach pokazały się łzy. Myślała, że mnie tym znokautowała, ale podniosłam się z trudem i wyszeptałam dwa słowa.
    - Harren Simta.
   Dziewczyna stanęła jak wryta. Zaśmiałam się chicho i kaszlnęłam krwią. Podeszłam do niej z trudem, oparłam się na sztywnym ramieniu i popatrzyłam głęboko w złote oczy. Widziałam jej cierpienie wypisane na twarzy. Po chwili zaklęcie przestało działać i obie padłyśmy na ziemię. Oparłyśmy się o siebie, oddychając ciężko.
     - Widzisz...? Wygrałam... - wycharczałam, po czym padłam nieprzytomna na ledwo żywą dziewczynę.

<Vivi? Nie wiem jak to dokończysz, ale liczę na ciebie... > 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz