Po walce szybko zakończyłam Tryb Maga (jakoś nad tym panowałam). Spojrzałam na nauczycieli stojących w ładnym wianuszku naokoło nas dając im do zrozumienia, że nie potrzebujemy towarzystwa. Podniosłam nieprzytomną Anabelles, która też była już w normalnej formie i wzięłam na barana. Powoli, krok za krokiem, zmierzałyśmy ku budynkowi szkoły. Nie powiem, że było łatwo, sama ledwo trzymałam się na nogach. Jednak trzeba było ją zanieść w bezpieczne miejsce.
Przez całą drogę odprowadzały nas zaniepokojone spojrzenia nauczycieli, a niektórzy nawet próbowali pytać, co się stało. Ja jednak starałam się zachowywać tak jak zwykle i ignorowałam ich. Minuty zdawały się godzinami, ale w końcu udało nam się dotrzeć pod nasze pokoje.
Położyłam dziewczynę delikatnie na ziemi i przeszukałam jej kieszenie.Wyczułam ręką kształt klucza i wyjęłam go. Otworzyłam drzwi do pokoju numer 18 i weszłam do środka zostawiając nieprzytomną dziewczynę na korytarzu. Walizka należąca do Anabelles stała tam, gdzie ją ostatnio widziałam, koło łóżka. Nie wyróżniała się niczym specjalnym, zwykła fioletowa walizka. Wzięłam ją i zabrałam do swojego pokoju. To samo zrobiłam z nową uczennicą, która miała zostać moją współlokatorką.
Gdy już położyłam ją na moim łóżku, zamknęłam drzwi na klucz. Odwróciłam się, a przede mną zmaterializowała się postać dyrektorki. Uśmiechnęła się słabo.
- Dlaczego jej nie powstrzymałaś? - spytałam po dłuższej chwili.
- Podejrzewam, że musiała zobaczyć, czym kończy się nadmierna emocjonalność. To samo tyczy się Ciebie, Vivi.
- Przepraszam. - spuściłam wzrok. - Przypomniała mi się moja matka, nie mam na siebie usprawiedliwienia.
- Wiem. W takim razie zostawiam ją Tobie. Gdy się obudzi, przekaż jej, że jest Twoją współlokatorką, i że została przydzielona do klasy A. - zakończyła rozmowę profesorka i rozpłynęła się w powietrzu.
Spojrzałam ponownie na Anabelles i zrozumiałam, o czym mówiła pani dyrektor. Dziewczyna płakała przez sen. Patrzyłam na nią mętnym wzrokiem przez chwilę i zaczęły mi drżeć ręce. Zdawałam sobie sprawę z tego, że cała ta sytuacja była spowodowana moim brakiem umiejętności kontroli nad własnymi emocjami.
Postanowiłam czymś się za to odwdzięczyć Anabelles. Otworzyłam jej walizkę i zaczęłam powoli przekładać ubrania do wspólnej szafy. Odstąpiłam połowę miejsca zazwyczaj przeznaczonego dla mnie. Gdy już skończyłam, zauważyłam, że tych obrań jest niesamowicie mało, więc dołożyłam również kilka swoich. Miałam nadzieję, że będą na nią pasować. Gdy już wszystko skończyłam, przebrałam się w pidżamę i położyłam na starym, wyciągniętym z szafy futonie. Jeszcze przez jakieś pół godziny myślałam, co by tu zrobić, aż w końcu zasnęłam.
~
Kiedy otworzyłam oczy, pierwszym, co zobaczyłam była stopa Ann, która w nocy chyba upodobała sobie mój nos jako podpórkę. Delikatnie przełożyłam ją na łóżko i spojrzałam na zegarek. Była 6.48. Miałam jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia lekcji, ale i tak miałam wrażenie, że jest zbyt wiele rzeczy do zrobienia.
Do 6.50 zastanawiałam się, co zrobić najpierw. W decyzji pomógł mi leżący na biurku mundurek, dodatkowe materiały i przybory do szycia. Zorientowałam się, że Anabelles nie ma mundurka. Nie myśląc nawet o tym, skąd wzięły się wszystkie potrzebne przybory, zaczęłam na oko przerabiać swój drugi mundurek tak, by pasował na nową uczennicę. Zajęło mi to prawie godzinę, ale uwinęłam się w czasie. Nie wyglądało to cudownie, ale dopóki nie kupimy nowego mundurka powinno starczyć.
Zaczęłam się więc sama ogarniać. Naprędce uczesałam włosy i ubrałam mundurk, po czym popędziłam do kawiarenki. No, jak raz umiałam się pospieszyć (podziw dla mnie!). Przypomniałam sobie, że Ann wykupiła całą kawę, więc wzięłam dwa kubki gorącej czekolady. Zabrałam też trochę ciasteczek z wystawy, obiecując sobie, że postaram się za nie zapłacić, póki pan George się o tym nie dowie. Wróciłam naprędce do pokoju i postawiłam zaimprowizowane śniadanie na biurku. Sama wzięłam tylko kubek czekolady.
Potrząsnęłam ramionami Anabelles, żeby się obudziła. Była już 8.30, powinnyśmy się spieszyć.
- Co jest..? - spytała zaspana.
- Szybko, uczesz się i przebierz. Za pół godziny mamy lekcje.
- Już chodzę do jakiejś klasy? - spytała.
- Tak, do A, razem ze mną. Szybko, nie chcę się spóźnić.
- Dobra...~
Kiedy już raczyła się ogarnąć, zobaczyła śniadanie. Wzięła ciasteczko i kubek czekolady.
- Skąd to się wzięło?
Zorientowałam się, że moja czekolada zaczęła stygnąć. W jakim więc stanie była ta należąca do Ann? Postarałam się ukryć twarz we własnym kubku.
- Kiedy wstałam, to już tu było... - wybulgotałam.
<Anabelles?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz