poniedziałek, 19 stycznia 2015

Opowiadanie dziewiąte, ręką Anabelles

   Viv stanęła na podeście z tym chłopakiem. Trochę zdziwiło mnie to, że wybrali poziom trudny. Byłam bardzo ciekawa, jak pójdzie przyjaciółce. Pierwsze nuty piosenki ,,Overmaster" wydobyły się z głośników.
   Góra, bok, dół, góra...Nie miałam pojęcia co dzieje się na ekranie, a także jak zmulona Viv tak szybko się porusza. Jej przeciwnikowi także szło doskonale. Wyglądali jakby ćwiczyli mnóstwo czasu, tańcząc dokładnie w takim samym tempie i rytmie. Poczułam ukłucie zazdrości, ale szybko zdusiłam je. Pod koniec piosenki oboje dyszeli i patrzyli uważnie na ekran. Moja przyjaciółka wygrała trzystoma punktami. Przyjrzałam się chłopakowi, ale nie zauważyłam w nim nic specjalnego. Następne miałyśmy się zmierzyć my, 7 i 8. Vivi stałą się jakby trochę żywsza, więc stwierdziłam, że będzie trudnym przeciwnikiem. Zamknęłam oczy i uniosłam ręce w górę, po czym opuściłam je powoli, wypuszczając z ust powietrze. W oczach pozostał mi już tylko upór.
   Miałyśmy tańczyć ,,Applause" Lady Gagi. Ucieszyłam się, bo całkiem lubiłam tą piosenkę. Weszłam na podest, czując obecność Viv obok siebie. Dziewczyna chciała wybrać poziom normalny, ale złapałam ją za rękę i skierowałam jej dłoń na trudny. Uniosła brwi, ale nic nie powiedziała.
   Zaczęło się bardzo ciężko, ale z tego co zauważyłam, to tylko dla mnie. Z upływem piosenki stawałam się coraz bardziej wściekła. W pewnym momencie przestałam panować nad sobą. Po moich nogach przepłynęła fala energii. Zaczęłam poruszać się coraz szybciej. Nagle zaczęłam zbierać coraz więcej punktów, a po sali przebiegł szmer. Jeszcze tylko chwila, tak niedaleko do zwycięstwa...Muzyka urwała się, a ja straciłam moją moc. Padłam na kolana, skrajnie wyczerpana. Po moich policzkach spłynęły łzy. Jestem beznadziejna, pomyślałam zrezygnowana. Viv patrzyła na mnie, z ręką na jakimś przycisku. Najwyraźniej też zauważyła, że tracę kontrolę. Wstałam chwiejnie i wyszłam za drzwi pokoju, kątem oka zauważając czerwone pole nad moim numerem. Przegrałam.
   Wlokłam się ciemną ulicą, ruszając wolno nogami. Stopy unosiłam ledwie nad ziemię, mijając szare budynki gdzieniegdzie pokryte jasnymi neonami. Z barów dochodziły mnie śmiechy i rozmowy, a także głośna muzyka. Po chwili marszu moją uwagę przykuł jeden z klubów. Nie wyglądaj jak burdele, które dotychczas mijałam. Odczytałam jego nazwę na neonie. Hazzel's. Weszłam do niego i zobaczyłam kobietę w ładnej, obcisłej sukience stojącą za kontuarem. Spojrzała na mój strój i zacmokała. Zamknęłam ciężkie, drewniane drzwi za sobą i podeszłam do blatu.
    - Ile kosztuje wejściówka? - spytałam, trzymając ręce za plecami.
    - Trzydzieści Auro.
   Nawet nie tak źle. Wyjęłam banknot z kieszeni i wsadziłam go w wyciągniętą rękę kobiety. Przyjęła pieniądze, ale gdy chciałam odejść zatrzymała mnie.
    - W czymś takim nie wejdziesz. Za mną jest szatnia. Możesz się tam przebrać, jak masz w co, a jakby co to możesz wypożyczyć sukienkę za dodatkowe pięć Auro.
   Skrzywiłam się, ale weszłam do pomieszczenia. Gdy zobaczyłam stroje, które można wypożyczyć, to nie mogłam powstrzymać parsknięcia. Tak obcisłych miniów to świat jeszcze nie widział. Miałam wątpliwości co do tego czy zakryją mi majtki. Przyciśnięta do muru zdecydowałam się zrobić coś głupiego. Wezbrałam w sobie energię i aktywowałam tryb maga.
   Tym razem na mój strój składała się różowa spódniczka mini, biała kurtka i czarny top, oraz wysokie botki z czarnej skóry. Uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z szatni. Wzrok recepcjonistki przebiegł po mnie i moim stroju. Wprost usłyszałam, jak rozdziawia usta ze zdziwienia.
   Weszłam do głównej sali, akurat na początek piosenki Animals. Muzyka wprost grzmiała w moich uszach, a ludzie skakali w jej rytmie. Rozglądnęłam się, ale było za ciemno, bym mogła zobaczyć cokolwiek oprócz podświetlonego baru i sceny, na której tańczył jakiś facet. Ruszyłam w stronę baru, kiwając głową. Usiadłam na wysokim stołku, po czym spojrzałam na menu. Spodobało mi się Teqiuni, więc odczekałam, aż podejdzie do mnie barman. Podałam mu nazwę drinku, a on poprosił o dowód osobisty. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dokument z kieszeni. Jak dobrze, że jestem magiem. Przelotnie spojrzał na niego i po chwili przyniósł mi kieliszek z napojem. Pociągnęłam łyk. Okazał się dobry, chociaż trochę zbyt słodki. Sącząc napój, przyglądałam się tłumowi. Światła błyskały, muzyka dudniła. Podobało mi się to. A przede wszystkim to, że nie było tu Viv.
   Ktoś podszedł do mnie. Mężczyzna przysiadł się na stołeczku obok i przybliżył twarz do mojego ucha.
    - Mnie nie oszukasz - powiedział. Obróciłam głowę, a moje usta znalazły się niebezpiecznie blisko jego. Uniosłam kącik ust.
    - Co mam zrobić, żebyś mnie nie wydał, tajemniczy nieznajomy? - zapytałam śmiało. On także się uśmiechnął i wstał.
    - Jeden taniec. Ale tak, żeby wszyscy cię zobaczyli.
   Pokiwałam głową. Pomógł mi wstać, a z głośników właśnie popłynął ,,Applause". Tym razem nie przegram, obiecałam sobie. Podest dla głównego tańczącego akurat stał pusty, weszłam więc na niego. Zaczęłam tańczyć, ale tym razem dziko i nieokiełznanie. Wykonywałam taniec brzucha, freestyle, dosłownie co się da. Ludzie krzyczeli i dopingowali mnie. Śmiałam się, a w głowie mi szumiało z podniecenia, a także częściowo przez drinka. Poczułam się wolna, jakby magia uśpiła moją ostrożność i kontrolę nad sobą.
   Piosenka się skończyła, a ja zeszłam z podwyższenia w wiwatach i gwizdach. Podeszłam do mężczyzny, który stał pod ścianą, bacznie mi się przyglądając. Złapałam się pod boki.
    - Nie mam pojęcia, jakiej magii użyłeś, ale dzięki. To mi pomogło.
    - To raczej ja ci powinienem podziękować. To, co tam odwaliłaś, było godne nie jednaj striptizerki.
   Popatrzyłam na niego urażona.
    - No, w każdym razie niedługo przybędzie tu jeden z twoich nauczycieli. Lepiej szybciutko uciekaj, mała myszko. Jak znowu będzie ci źle, to zawsze znajdziesz mnie tutaj.
   Skinęłam głową. Jednakże to ja musiałam mieć ostatnie słowo.
    - No chyba, że to ty wezwiesz mnie pierwszy.
   Odeszłam dumnym krokiem, kręcąc biodrami i do ostatniej chwili czując na sobie jego wzrok.
   Wyszłam z klubu. Recepcjonistka nawet nie zwróciła na mnie uwagi, ale ja pomachałam jej samymi palcami. Za drzwiami czekał na mnie mrok nocy, ale słyszałam szybko przybliżające się głosy. Ruszyłam ulicą, a w pewnym momencie wpadłam w jakiś zaułek i przykleiłam się do ściany. Parę sekund później usłyszałam trzask drzwi. Zachichotałam, po czym udałam się do szkoły. Podczas spaceru parę razu sprawdzałam, czy nikt za mną nie idzie, ale nikogo nie poczułam. Droga przebiegła mi spokojnie.
   Weszłam do pokoju i od razu rzuciłam się na łóżko. Wyłączyłam tryb maga. Wiedziałam, że śmierdzę po biegu, ale w tym momencie mnie to nie obchodziło. Roześmiałam się. Z tą nocą było coś nie tak. Byłam zbyt...szczęśliwa.
   W końcu zwlokłam się z łóżka i poszłam się umyć. Woda spływała po moim ciele, razem z całym syfem tego dnia. Po prysznicu czułam się znacznie lepiej, ochłonęłam po całym dniu. Wychodząc z łazienki byłam skrajnie wyczerpana, więc od razu poszłam spać. Gdy się kładłam, w pokoju nie było Viv, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi. Nie chciało mi się nią przejmować.

<Viv? Sorry, że tak bardzo nie było ciebie w tym opowiadaniu ;-;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz