Obudziłam się o czwartej rano. W poniedziałek. Zerwałam się z łóżka i podeszłam do elektrycznego budzika. Podniosłam go i wpatrzyłam się tępo w godzinę. Doskonale wiedziałam, że do domu wróciłam około jedenastej w nocy, ale w sobotę. Przespałam całą niedzielę? Niemożliwe. Coś musi być na rzeczy.
Ubrałam się w luźne czarne dresy, białą koszulkę z napisem ,,Metallica", oraz conversy i wyszłam z pokoju. Jak się można było spodziewać, na korytarzach było ciemno. Tylko z jednego pokoju dochodziło światło. Poszłam w jego stronę i zrozumiałam, że to pokój nauczycielski. Przyparłam plecami do ściany, by podsłuchać rozmowę.
- ...co mamy z nimi zrobić. Mamy w szkole recydywistkę i striptizerkę, nad którymi nie mamy żadnej kontroli - rozpoznałam głos dyrektorki.
- To jest nasz błąd. Musimy załatwić im stałych opiekunów i najlepiej więcej zajęć - powiedziała profesor Night.
- Jakie zajęcia? Myślicie, że to im coś da? Nie, tu trzeba bardziej drastycznych metod... - tego głosu nie rozpoznałam, ale niewątpliwie należał do młodego mężczyzny.
- Może jeszcze powiesz, żeby je wysłać do Akademii Świetlanej Przyszłości, żeby zrobili z nich Czarne Damy? Odwaliło ci coś? - zapytała ostro profesor Night.
- Nie takim tonem, Night. Poczekajmy, może ich temperament się ustabilizuje. Jeżeli nie, to Świetlana Przyszłość będzie jedynym wyjściem.
Pozostała trójka zamruczała coś pod nosem, ale nikt nie zaprotestował. Zabrałam się stamtąd jak najszybciej, stawiając długie kroki. Patrzyłam się w podłogę szeroko otwartymi oczami. Jak przez mgłę do mojego mózgu dostawały się następne wiadomości. Świetlana Przyszłość...Nazwa niby ambitna, ale szkoła przerażająca. Wróciłam do pokoju i opadłam bez sił na krzesło. Kim są Czarne Damy? Za dużo pytań, za dużo myśli. Miałam ochotę pójść do Hazzel's, ale ten facet pewnie stwierdziłby, że moje życie jest straszne. Odgarnęłam blond włosy z twarzy i wpatrzyłam się w przestrzeń.
Godzina ósma nadeszła bardzo szybko. Obudziłam Viv, żeby poszła się umyć. Dziewczyna poszła pod prysznic, poruszając się z prędkością godną ślimaka. Ja w tym czasie poszłam do stołówki, gdzie przy stołach siedziało dużo uczniów ubranych w mundurki. Przywaliłam ręką w czoło. Zupełnie zapomniałam o przebraniu się! Wzięłam ze szwedzkiego stołu dwie kanapki z szynką i wróciłam do pokoju. Założyłam na siebie strój uszyty przez Viv i położyłam na stoiku kanapkę dla niej. Stwierdziłam, że pójdę na zajęcia pierwsza. Poszłam do głównego holu i wpatrzyłam się w tablicę z ogłoszeniami. Wisiał na niej także plan lekcji. Pierwsze mieliśmy zielarstwo. Ruszyłam do szklarni, pogryzając kanapkę.
Budynki zielarskie były duże i przestronne. Usiadłam na jednym z krzeseł ustawionych pod ścianą. Założyłam nogę na nogę i wpatrzyłam się w uczniów. Rozmawiali wesoło albo czytali coś w podręcznikach. Westchnęłam ciężko kiedy zdałam sobie z tego, że zapomniałam książek. Na szczęście Viv, która przyszła ledwie parę minut przed rozpoczęciem lekcji, przyniosła mi je. Podziękowałam jej gorąco i przejrzałam torbę. Były w niej wszystkie książki. Wyciągnęłam podręcznik do zielarstwa i odłożyłam pakunek.
Nauczyciel przyszedł równo o dziewiątej. Mężczyzna miał podkrążone oczy, różowo - czerwone włosy i intensywnie ziole oczy. Stanął przy górnej krawędzi stołu i poukładał sobie książki. Potem przeciągnął po wszystkich wzrokiem, na dłuższą chwilę zatrzymując się na mnie i Vivi. Westchnął i uśmiechnął się.
- Witajcie na zajęciach z zielarstwa. Dzisiaj zaznajomię was tylko z tym, co będziecie robić w tym roku. Otwórzcie książki na stronie piątej...
Spięłam się. To ten nauczyciel głosował za drastyczniejszymi metodami. Od tej chwili wiedziałam, że go nie lubię. Posłusznie wykonałam polecenie, ale ręce mi się trzęsły i podręcznik wypadł mi z rąk. Wymamrotałam coś i podniosłam go. Podniosłam rękę i spytałam o pójście do toalety. Profesor przyjrzał mi się uważnie, ale zgody udzielił. Wstałam i wyszłam ze szklarni, pod czujnymi spojrzeniami uczniów.
Będąc w toalecie oparłam się o umywalkę. Coś złego się ze mną dzieje, pomyślałam patrząc sobie w oczy. Nagle w lustrze zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Obróciłam się gwałtownie, ale nikogo nie było. Wybiegłam z pomieszczenia i wróciłam na lekcję. Viv siedziała i patrzyła gdzieś w połowę podręcznika, a gdy usiadłam na krześle podniosłą wzrok. Pochyliłam się nad nią.
- Kiedy koniec lekcji?
Spojrzała na zegarek.
- Jeszcze dziesięć minut.
Wzniosłam oczy do nieba. Jeszcze tyle czasu, ale na szczęście później mamy gotowanie. Wsadziłam nos w książkę i czekałam na oznajmienie końca lekcji.
<Viv?>
Nauczyciel przyszedł równo o dziewiątej. Mężczyzna miał podkrążone oczy, różowo - czerwone włosy i intensywnie ziole oczy. Stanął przy górnej krawędzi stołu i poukładał sobie książki. Potem przeciągnął po wszystkich wzrokiem, na dłuższą chwilę zatrzymując się na mnie i Vivi. Westchnął i uśmiechnął się.
- Witajcie na zajęciach z zielarstwa. Dzisiaj zaznajomię was tylko z tym, co będziecie robić w tym roku. Otwórzcie książki na stronie piątej...
Spięłam się. To ten nauczyciel głosował za drastyczniejszymi metodami. Od tej chwili wiedziałam, że go nie lubię. Posłusznie wykonałam polecenie, ale ręce mi się trzęsły i podręcznik wypadł mi z rąk. Wymamrotałam coś i podniosłam go. Podniosłam rękę i spytałam o pójście do toalety. Profesor przyjrzał mi się uważnie, ale zgody udzielił. Wstałam i wyszłam ze szklarni, pod czujnymi spojrzeniami uczniów.
Będąc w toalecie oparłam się o umywalkę. Coś złego się ze mną dzieje, pomyślałam patrząc sobie w oczy. Nagle w lustrze zobaczyłam postać jakiegoś mężczyzny. Obróciłam się gwałtownie, ale nikogo nie było. Wybiegłam z pomieszczenia i wróciłam na lekcję. Viv siedziała i patrzyła gdzieś w połowę podręcznika, a gdy usiadłam na krześle podniosłą wzrok. Pochyliłam się nad nią.
- Kiedy koniec lekcji?
Spojrzała na zegarek.
- Jeszcze dziesięć minut.
Wzniosłam oczy do nieba. Jeszcze tyle czasu, ale na szczęście później mamy gotowanie. Wsadziłam nos w książkę i czekałam na oznajmienie końca lekcji.
<Viv?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz