- Przyniosłam Ci książki, kiedy rozmawiałaś z dyrektorką... - powiedziałam powoli.
- Pamiętasz, że dzisiaj sobota, prawda? - odparła Anabelles, patrząc na mnie pobłażliwie.
Zastanowiłam się chwilę... Wczoraj nie szłam do szkoły, więc była albo sobota albo niedziela... Ale przedwczoraj już tam byłam... Tak, dzisiaj sobota.
- Wiem. - powiedziałam po głębszym przemyśleniu sprawy. - Jednak mogłabyś się zacząć przygotowywać.
- Oj no weeeeeeeeź.... - jęknęła. - Jest sobotaaaaaa, nie możemy porobić czegoś ciekawszegoooo...?
- Na przykład?
- Zorganizujmy pidżama party!
Pomyślałam przez chwilę. Skoro dopiero co było rano, to znaczy, że do wieczora zostało dużo czasu. Czyli nie było sensu organizować przyjęcia w tym momencie.
- Jest ranek. - oznajmiłam.
- Wiem, ale możemy to zrobić wieczorem, a teraz zacząć się przygotowywać!
- Niby... Jak..?
- No normalnie! Wyjdźmy do sklepu, kupmy słodycze...
- Słodycze?! - przerwałam jej. - Chodźmy. Teraz. Już.
- Dobra, dobra...
Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Anabelles była tuż za mną. Wyglądałyśmy poniekąd dziwne, ponieważ zapomniałam się przebrać, ale nawet tego nie zauważyłam. Szłyśmy szybkim marszem przez półkoliste korytarze. Osobiście wyznawałam zasadę "Festina Lente" ale dla słodyczy byłam w stanie zrobić wyjątek.
Na schodach minęłyśmy profesor Rose. Zatrzymałam się na chwilę.
- Proszę Pani.
- Słucham? - zatrzymała się.
Profesor Rose nie wyglądała raczej na osobę dojrzałą. Wiecznie w czapce z kocimi uszami i w rozczochranych włosach, nie grzeszyła autorytetem. Ale jej osobowość zgoła przeczyła wyglądowi. Jest twarda. Aż nadto.
- Możemy iść do miasta..? - spytałam powoli.
- Nie sądzę, żebym puściła was same, ostatnio dużo namieszałyście.
Spuściłam wzrok, tak samo Anabelles.
- Jednak mogę pójść z wami.
To kompletnie do niej nie pasowało. Rzadko kiedy wyrażała zainteresowanie moją osobą. Podejrzewam, że chciała po prostu określić swój stosunek do mojej towarzyszki. Myślenie nad tym zajęło mi sporo czasu, pani profesor zaczęła się niecierpliwić. Otrząsnęłam się i ukłoniłam grzecznie.
- Dziękuję. - powiedziałam i usłyszałam głos pokrywający się z moim. To była Anabelles.
Nie spodziewając się niczego więcej po nauczycielce odwróciłam się na pięcie (ha, udał mi się ten wyczyn na schodach) i poszłam dalej. Ann próbowała zagaić rozmowę, aczkolwiek średnio jej to wychodziło, ponieważ zapomniałam o jej obecności. Opuściłyśmy budynek szkoły i zmierzałyśmy do miasta niedaleko.
Po jakichś 15 minutach dotarłyśmy do malutkiej mieściny, a właściwie na plac pełen sklepów. Szkoła była jednym z bardzo niewielu budynków mieszkalnych na wyspie. W cukierni byłam dość znana, więc wystarczyło przedstawić Anabelles, która zrobiła na sprzedawcy duże wrażenie. Nic dziwnego, to przecież Dziecię Słońce.
Cukiernia była dosłownie taka, jaką sobie wyobrażałam gdy byłam mała. Była godna tej od Pipi Pończoszanki, jeśli nawet nie lepsza. Było tam dosłownie wszystko. A najwięcej to tam było różu. Idealne miejsce dla Dziecięcia Słońca.
- To co zwykle, Vivuś? - spytał nie patrząc na mnie, tylko na dziewczynę.
- Tak. - odparłam.
Sprzedawca pokrzątał się chwilę, po czym podał mi całkiem sporą torebeczkę, w której znajdowało się mnóstwo makaroników, mochi, ciasteczka i ręcznie robione pocky.
- Dziękuję... - powiedziałam i już chciałam wyjść,, gdy nagle poczułam na swoim ramieniu rękę.
- Czekaj, Vivuś. - powiedział. - Mam dla ciebie wiadomość.
Nie czekał na moją reakcję, bo wiedział, że trwałaby ona strasznie długo.
- Za godzinę jest konkurs Dance Dance Revolution. Jeślibyś chciała, to wstąp, wiesz gdzie to jest.
Nie musiałam komentować. Odwróciłam się i wyszłam z budynku.
- Chcesz iść ze mną? - spytałam się mętnie. - Możesz wziąć udział. - mimo, że patrzyłam tylko na współlokatorkę, pytanie było skierowane również do pani profesor.
- Mam dawać wam swobodę, muszę tylko zadbać o to, byście nic nie zniszczyły.
Spojrzałam wymownie na Ann, po czym sobie coś przypomniałam. Przecież wiedziałam o tym konkursie i to o niego chciałam spytać Anabelles dzisiaj rano! Spojrzałam na nią jeszcze wymowniej.
<Anabelles? Nie miałam lepszego pomysłu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz