wtorek, 20 stycznia 2015

Opowiadanie dziesiąte (taka fajna liczba), ręką Vivi

   Nie wiem, co zrobiła Ann po tym, jak wyszła. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę, ale nie wiedziałam, co zrobić. Po jakimś czasie postanowiłam, że za nią pójdę. Nie zdążyłam zrobić nawet kilku kroków, a poczułam na przedramieniu rękę chłopaka, z którym wcześniej wygrałam. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i wskazał ręką na tablicę. Znowu musiałam z kimś tańczyć. To były finały. W poprzednim starciu wygrał numer 3. Była to dziewczyna o podejrzanie zielonych włosach i anorektycznej sylwetce. Jej czoło zdobiły kropelki potu. Wyglądała poważnie. Patrzyłam się na nią dość długo, by stwierdzić, że mam z nią małe szanse. Wyglądała jak Aomine Daiki po wejściu w "Zone". Jej oczy błyszczały się niezdrowo. numer 6 spojrzał na mnie pokrzepiająco, uścisnął mi ramię i uśmiechnął się.
  - Powodzenia.
   Popatrzyłam na niego. Uznałam, że nie mam nic do powiedzenia i poszłam na podest. Obydwie nawet nie konsultując tego ze sobą wybrałyśmy trudny. Wybór piosenki zostawiłam przeciwniczce. Nie zdążyłam przeczytać tytułu, bo już zaczęły pojawiać się strzałki w każdej możliwej kombinacji. Nie, żebym jakoś strasznie nie nadążała, ale po prostu nie mogłam się skupić. Dziewczyna poruszała nogami tak szybko, że aż tego nie widziałam. Wtedy pomyślałam, że powinnam wygrać. Tak, dla siebie.
   Zaczęłam przyspieszać. Liczba na wyświetlaczu z każdym krokiem rosła. Zaczął wybrzmiewać finał. za późno pomyślałam o tym, że chcę wygrać, dlatego postarałam wycisnąć z siebie wszystko. Gdy piosenka się skończyła, obydwie ledwo stałyśmy na nogach. Obydwie patrzyłyśmy na wyniki...
   Numer 3 - 3987 punktów. Numer 8 - 3988 punktów. Wygrałam jednym punktem, a to praktycznie niemożliwe. Patrzyłam się na tablicę nic nie rozumiejąc do momentu, w którym chłopak numer 6 założył mi na głowę czapkę clowna z napisem "ZWYCIĘZCA". Inna dziewczyna wręczyła mi małą statuetkę przedstawiającą dziewczynę na podeście do DDR. Ręce drżały mi ze zmęczenia, a statuetka upadła na ziemię. Była plastikowa. No cóż, nie miałam na to czasu, musiałam wracać do szkoły. Szybko wyszłam, ale stanęłam przy oknie w sali fitness'owej. Wiedziałam, że nie wolno mi tego robić, ale byłam zbyt zmęczona. Uruchomiłam Tryb Maga, wybiłam łańcuchami szybę i skoczyłam.
   Gdy leciałam, wiatr mierzwił moje krótkie włosy. Zaczęłam się histerycznie śmiać. Wydłużyłam łańcuchy na rękach i zaczęłam udawać Spiderman'a. Skakałam z jednego budynku a drugi mając kompletnie gdzieś to, że ludzie mnie widzą. Cały czas chichocząc wskoczyłam na jeden z mniejszych budynków i pobiegłam po nim. Zeskoczyłam na ziemię i rozłożyłam ręce. Tak dawno nie byłam na zewnątrz! Tak dawno nie byłam wolna! Zawisłam na lampie ulicznej i odchyliłam głowę do tyłu.
   Kątem oka zobaczyłam jakąś osobę stojącą pod lampą. Przekręciłam się i skoczyłam.
  - Nie powinnaś wracać do domu? - spytał mężczyzna w dużym kapturze. - Dużo złych rzeczy dzieje się, gdy takie dziewczynki jak ty chodzą po nocy...
   Zaczął się do mnie zbliżać. Uśmiechnęłam się krzywo i mocniej ścisnęłam łańcuchy w rękach. Machnęłam nimi i przewróciłam mężczyznę. Usiadłam na nim okrakiem i nachyliłam delikatnie. Jego oczy wyrażały przerażenie, gdy kaptur opadł.
  - Zapomnisz. - szepnęłam.
   Złapałam go za szyję i rzuciłam o ścianę najbliższego budynku. Krew polała się po jego czole. Nie wiedziałam, czy był martwy, czy nie. Nie interesowało mnie to. Wróciłam do szkoły lekkim truchtem. Nieco bałam się wejść do szkoły centralnymi drzwiami po północy, więc weszłam do pokoju oknem i wyłączyłam Tryb Maga dopiero tam. Spojrzałam na swoje ręce mętnie. Mimowolnie weszłam do łazienki i umyłam ręce. Później byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko w ubraniach.
<Anabelles?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz