sobota, 3 stycznia 2015

Opowiadanie piąte, ręką Anabelles

   Jeszcze zaspana ruszyłam za Vivi korytarzem, ale łyk ledwie letniej gorącej czekolady i tak mnie otrzeźwił.
    - Vivi... Jaki dzisiaj jest dzień?
   Dziewczyna stanęła w miejscu i zastanowiła się. Po paru sekundach odwróciła się na pięcie i ruszyła z powrotem do pokoju. Biorąc pod uwagę to, że była sobota zajrzałam do szafy, szukając jakiś ciuchów. Zauważyłam parę nowych sztuk, których nie było w mojej walizce wcześniej. Wzruszyłam ramionami i wzięłam długie jeansy, koszulkę opadającej mi z jednego ramienia z angielską flagą oraz czarny top na spód. Spytałam przyjaciółkę gdzie jest łazienka, a ona wskazała mi drzwi za moimi plecami. Dziwne, że ich wcześniej nie zauważyłam. Weszłam do środka i zobaczyłam bardzo kolorowy pokój. Prysznic za szybą wyglądał bardzo luksusowo. Toaleta i umywalka z materiału przypominającego granit także nie wyglądały jak moje w starym domu. Zatrzasnęłam drzwi i przebrałam się. Uczesałam włosy, które w nocy zmieniły się w burzę kołtunów. Przybliżyłam nos do prostokątnego lustra nad umywalką i popatrzyłam w swoje oczy. Widać w nich było zmęczenie, które towarzyszyło też moim ruchom. Wyszłam z pomieszczenia ze spuszczoną głową. Pierwszym, co zobaczyłam, była profesor Liar. Skuliłam się w sobie i rzuciłam stare rzeczy na łóżko.
    - Anabelles, proszę, chodź ze mną.
   Kobieta wyszła, a ja cicho podążyłam za nią. Spodziewałam się wiadomości o wyrzuceniu ze szkoły, albo jeszcze gorzej. Poprowadziła mnie po schodach na piętro,a potem do gabinetu dyrektora, urządzonego tak jak się spodziewałam. W jednym kącie stała półka na książki, a w drugim blat, na którym leżała spora sterta papierów. Profesor usiadła za biurkiem, które stało pod dużym oknem z widokiem na ulicę i wskazała mi miejsce przed sobą. Opadłam na siedzenie, mając mętlik w głowie. Zapadła cisza.
    - Pewnie spodziewasz się, że cię wyrzucę ze szkoły. Nie mam zamiaru tego robić, ale muszę ci coś wyjaśnić.
   Popatrzyłam na nią z zaskoczeniem, a jednocześnie zaciekawieniem.
    - Każdy uczeń specjalny, którymi jak narazie jesteś ty i Vivi, ma jakiś ukryty lub wyjawiony talent. U niej jest to kontrola nad sobą i swoją mocą, a u ciebie prawdopodobnie bardzo duża moc. Niestety nie masz nad nią żadnego panowania. Między innymi dlatego nie mogę cię wyrzucić ze szkoły. Mogłabyś zrobić komuś krzywdę, a poza tym dobrze by było, abyś zaprzyjaźniła się z Vivi. Ona nauczy cię kontroli, a ty wyciągniesz z niej moc. A tak oprócz tego profesor Tellerson prosił mnie, bym wysłała cię do niego zaraz po rozmowie ze mną. Narysuję ci mapę, żebyś wiedziała, jak dojść do jego pracowni.
   Uśmiechnęła się pokrzepiająco i rozrysowała mi parę korytarzy. Im dłużej rysowała tym bardziej zastanawiałam się, gdzie znajduje się to całe studio. O ile pamiętałam profesor Tellerson był od alchemii. Ciekawe po co mnie wzywa.
   Dyrektorka skończyła i podała mi naprędce przygotowaną mapę. Poobracałam ją parę razy zanim zorientowałam się, gdzie jest góra, a gdzie dół. Wstałam, podziękowałam i wyszłam.
   Dotarcie na miejsce zajęło mi całkiem sporo czasu. Błądziłam w ciemnych zakamarkach, usiłowałam otworzyć zamknięte drzwi, ale w końcu mi się udało. Pracownia Alchemiczna wyglądała całkiem normalnie, przynajmniej z zewnątrz. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ślęczącego nad książkami młodego mężczyznę z wyrazem głębokiego skupienia na twarzy. Otaczało go światło, a sama sala alchemiczna była ogromna. Nie wierzyłam, że była zbudowana ludzkimi rękami. Musiała tu być użyta magia. Była zupełnie pusta, tylko jasność i światło. Okna po jednaj stronie wychodziły na pole, którego obok szkoły na pewno nie było. Zwłaszcza, że zupełnie nie było za nimi śniegu.
   Profesor Tellerson popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Przywołał mnie ruchem dłoni. Stanęłam obok niego, a on pokazał mi coś w grubej, starej, rozsypującej się księdze. Była tam narysowana jakaś postać wyciągająca coś z narysowanego kręgu. Przypominało mi to, co zrobiłam wczoraj.
    - Zrobiłaś wczoraj coś podobnego, co? Pozwolisz, że zadam ci pytanie. Jak myślisz, czym jest alchemia?
    - Wydaje mi się, że zajmuje się eliksirami.
   Nauczyciel pokręcił głową, jakby się takiej odpowiedzi spodziewał.
    - To jest chemia. Alchemia to sztuka robienia czegoś z jakiegoś materiału. Ty zrobiłaś radio ze śniegu. Nie ma to zbytnio sensu, nieprawdaż? Na tym polega alchemia. To, że bez żadnej wiedzy i bez kręgu zrobiłaś taki przedmiot tak niskim kosztem oznacza, że w późniejszym czasie możesz stać się mistrzem. Co prawda raczej tego nie osiągniesz chodząc do klasy A, ale w tym przypadku... to chyba konieczność. W każdym razie będziesz chodzić do mnie na zajęcia dodatkowe, dzień umówimy w przyszłym czasie. Możesz odejść.
   Słyszałam od Vivi, że profesor Tellerson jest bardzo łagodny, ale w tym momencie był szorstki i oziębły. Uciekłam stamtąd jak najszybciej i udałam się do pokoju.
   Będąc na miejscu rzuciłam się na łóżko i zasłoniłam oczy ręką. Vivi wyglądała, jakby chciała mi coś oznajmić. Siedziała jak na szpilkach, z uporem wlepiając wzrok w okno. Stwierdziłam, że nie będę jej wypytywać. Albo mi powie, albo nie. Wzięłam książkę i zaczęłam ją czytać, zerkając co chwila na przyjaciółkę. W międzyczasie zobaczyłam, że to nowa książka do zielarstwa. Zapytałam o to Vivi, a ona popatrzyła na mnie.

<Vivi?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz