piątek, 2 stycznia 2015

Opowiadanie pierwsze, ręką Anabelles

   Poprawiłam czapkę na głowie, mrugając z trudem. Śnieg osiadał się na moich rzęsach. Pod moimi butami skrzypiał biały puch, gdy szłam ścieżką w stronę okrągłego gmachu szkoły. Walizka wlokła się za mną, ciągnięta przez słabą rękę. Podeszłam do drewnianych drzwi i pchnęłam je barkiem. Wtachałam bagaż i westchnęłam. Wejście trzasnęło, odcinając dopływ zimnego, zimowego powietrza.
   Ruszyłam korytarzem na wprost siebie. Wnętrze akademii wyglądało bardzo staro. Największe wrażenie zrobił na mnie ogromny żyrandol, złożony z paru tysięcy przeźroczystych kryształków. Uśmiechnęłam się do siebie, ciesząc się z nowej szkoły. W końcu przestałam się zachwycać wnętrzem i rozejrzałam się niepewnie wokoło. W środku nie było żywej duszy. Tak mi się przynajmniej zdawało, dopóki nie natrafiłam wzrokiem na perę zamglonych, niebieskich oczu. Wzdrygnęłam się, ale zrobiłam dobrą minę do złej gry, by dziewczyna nie zdała sobie z prawy z tego, że się przestraszyłam.
    - Cześć. Wiesz może, gdzie są wszyscy?
   Wyciągnęła z kieszeni i pokazała mi ekran telefonu. Była 17:34.
    - Jak myślisz, kto siedziałby do takiej godziny w szkole?
   Roześmiałam się nerwowo. Ona mnie przerażała, w swój spokojny, wręcz zmulony sposób. Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi z tego raczej grymas. Mimo tego postawiłam bagaż na marmurowej posadzce i podeszłam do niej.
    - Jestem Anabelles. 
   Wyciągnęłam rękę. Przez pół minuty tylko gapiła się na nią jak na obrazek, zanim zajarzyła o co mi chodzi. Podała mi swoją.
    - Vivi. A tak w ogóle to mam cię zaprowadzić do pokoju.
   Skinęłam, usiłując przekonać swoje ręce do przestania się trząść. Wzięłam walizkę i ruszyłyśmy półkolistymi korytarzami. Mijałyśmy po drodze klasy i tajemnicze pokoje bez tabliczek. Przyglądałam im się z ciekawością.
   Po pewnym czasie doszłyśmy do wąskiego korytarza, kończącego się czerwoną, ciężką zasłoną. Ostatnie drzwi nosiły numer 20. Mój pokój był przed przedostatnim. Vivi z pęka kluczy wybrała jeden, szybkim ruchem zręcznych palców wyciągnęła go i wsadziła w zamek. Przekręciła klucz i otworzyła przede mną pomieszczenie.
   Nieskazitelnie białe zasłony zasłaniały okno na ogródek. Obok mieściły się szklane drzwi na werandę. Łóżko przykryte niebieską pościelą stało w prawym rogu, tuż przy ścianie. Spora komoda z mahoniowego drewna przystawała do biurka z takiego samego materiału. Ogólnie rzecz biorąc pokój był mały, ale nie przytłaczał swoim rozmiarem. Było w nim wszystko, co potrzebne. Rzuciłam bagaż w pustą przestrzeń między łóżkiem i ścianą od strony ogrodu. Zdjęłam kurtkę, czapkę i zmieniłam buty na wysokie, wiązane buty z tkaniny. Odwróciłam się do czekającej na moją reakcję Vivi i uśmiechnęłam się szeroko.
    - Jest tu jakieś miejsce, w którym można spokojnie pogadać?
   Skinęła głową i machnęła na mnie ręką. Ruszyłam za nią, spoglądając w jej lekko zgarbione plecy. Była niższa ode mnie, ale nie byłam pewna wieku mojej nowej znajomej. Między innymi dlatego chciałam pogadać. Nie miałam zielonego pojęcia, w której jestem klasie, a także czy nie zapowiadają się w najbliższym czasie jakieś potańcówki.
   Gdy szłyśmy próbowałam zdobyć się na odezwanie. Przy nikim innym wcześniej nie towarzyszyło mi to uczucie... spokoju, ale jednocześnie jakiegoś dziwnego rodzaju niepokoju. Po chwili zrezygnowałam z ponurych przemyśleń i stwierdziłam, że od dzisiaj zacznę żyć chwilą.
   Doszłyśmy do małej sali z niskim sufitem, utrzymanej w odcieniach różu i kremowego. Vivi poprowadziła mnie od jednego ze stolików, jak mi się wydawało, szkolnej kawiarni. Usiadłyśmy. Nie dałam jej chwili wytchnienia, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o niej, o szkole, o nauczycielach. Otworzyłam już usta, aby zacząć pytać, ale dziewczyna uprzedziła mnie.
    - Jak chcesz się dowiedzieć jaki masz plan lekcji, to zobacz na tablicy ogłoszeń w głównym holu.
   Uśmiechnęłam się z przekąsem.
    - Tyle, że ja nawet nie wiem do której klasy będę chodzić.
   Popatrzyła na mnie wzrokiem godnym seryjnego mordercy. Zaśmiałam się mimo tego, że ją zirytowałam.
    - Przede wszystkim, to mamy w szkole cztery typy klas - A, do której chodzę ja, specjalizuje się w trybie maga i czarowaniu. B jest od leczenia i ogóle defensywy. C to alchemicy, a D to niezdecydowani albo utalentowani we wszystkim, ale zajmują się zielarstwem.
   Pokiwałam głową w zamyśleniu. Zastanawiałam się nad A, B, albo C. Po chwili namysłu odpadło B. A albo C.
    - Kto jest wychowawcą klasy A, a kto C? - spytałam, nadal zastanawiając się nad odpowiedzią.
    - A ma profesor Liar. Cassandra Liar. A jeżeli chodzi o C, to wychowawcą jest Nativoth Tellerson. Szczerze mówiąc to go nie lubię. Ale wiesz, nie musisz wybierać teraz. Możesz pochodzić do różnych klas na różne zajęcia i zobaczyć, w czym chcesz się specjalizować.
   Wtedy przypomniała mi się pewna sprawa, o którą chciałam ją wypytać.
    - Jaki poziom magiczny ma się pod koniec szkoły?
   Zadumała się, po czym pokręciła głową.
    - Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Trzeba by zapytać. Poczekaj tu chwilę.
   Dziewczyna podeszła do automatu z gorącymi napojami i wystukała coś na małym ekranie. Odwróciła się do mnie zapytała, czy też coś chcę. Poprosiłam o gorącą czekoladę i już po chwili siedziałyśmy pijąc napoje. Pomimo jej zmulenia lubiłam ją. Miałam wrażenie, że możemy zostać przyjaciółkami.
   Spojrzałam na ekran telefonu. Było już po osiemnastej.
    - Jest tu coś, co można robić w wolnym czasie? - zapytałam, pozostawiając Vivi kontrolę nad zabawą tego wieczora.

<Vivi?>
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz