Uśmiechnęłam się szeroko na myśl o tańcu. Uwielbiałam imprezy, głośną muzykę, wirujących ludzi. Co prawda, Dance Dance Revolution było tylko namiastką czegoś takiego, ale lepsze to niż nic. Ze szczęścia aż zaklaskałam. Vivi popatrzyła na mnie swoim zwykłym, zmulonym wzrokiem, ale ja nie zwróciłam na to uwagi i złapałam dziewczynę za rękę. Pociągnęłam ją tak mocno, że siatka omal nie wyleciała jej z dłoni. Profesor Night poszła szybkim krokiem za nami, a raczej za mną i workiem z ziemniakami, który tachałam za sobą. Chciałam się odpowiednio przygotować, więc udałyśmy się do pokoju.
Młoda nauczycielka pożegnała się z nami przy drzwiach.
- Jeżeli tylko usłyszę, że zniszczyłyście studio, to wiecie, co się będzie działo.
Mimo ostrzeżenia nic nie mogło mnie zniechęcić. Nucąc pod nosem i trzymając rękę Vivi w żelaznym uścisku weszłam do pokoju. Puściłam ją i zostawiłam samej sobie. Wyjęłam z szafy luźny, oczowaląco różowy dres i czarne conversy w kwiatki godne dresu. Przebrałam się w łazience, a gdy wyszłam z pokoju zobaczyłam stojącą w tym samym miejscu Vi. Spojrzałam na zegarek. Minęło dopiero dziesięć minut.
- Ej, Viv, jak daleko jest to całe studio?
Popatrzyła na mnie tępo. Poczekałam chwilę, aż zajarzy o co mi chodzi.
- Około piętnaście minut stąd. To w Qaktusie. Idziemy?
Pokiwałam żywo głową, ale nagle zwątpiłam w swoją decyzję. Vivi miała na sobie jeansy, luźną koszulę w kratę i skórzane buty. Nijak nie nadawała się do tańca, a do Qaktusa chciałam się przebiec. Pchnęłam ją w stronę szafy, by sobie coś wybrała. Po dłuższym czasie wzięła fioletowy dres i czarne trampki. Także zmieniła ubranie i wyszłyśmy ze szkoły.
Droga do stolicy prowadziła cały czas w dół. Biegłyśmy chodnikiem, a na jezdni nie było żadnego samochodu. Gdy dotarłyśmy na miejsce, byłyśmy zziajane i wyczerpane.
Studio okazało się być wysokim wieżowcem. Miało ono czterdzieści pięter, a do trzydziestego ósmego znajdowały się tam tylko biura. Na ostatnie dwa składał się klub i fitness. My szłyśmy do tego drugiego. Weszłyśmy do eleganckiego budynku i windą znalazłyśmy się na górze.
Sama sala od fitnessu była ogromna. Były tam bieżnie, sztangi, a także wiele przedmiotów o których nie miałam pojęcia. Aż westchnęłam z wrażenie, jednak zawody w DDR odbywały się w dużo mniejszym pomieszczeniu z przyciemnionymi oknami. Stał tam duży telewizor po jednaj stronie, a po drugiej maszyna, która, jak wywnioskowałam, służyła do Dance Dance. Przy ścianach znajdowały się też kanapy, na których siedział szemrzący tłum. Na nasz widok wszyscy umilkli, ale gdy drzwi zatrzasnęły się za nami wszystko wróciło do normy. Razem z Viv usiadłyśmy pod ścianą. Do konkursu pozostało jeszcze tylko pięć minut.
<Viv? No wena, no tekst -,->
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz